Posty

Gra w reklamę

Twórcy reklam dostarczają dzieciakom modnej ostatnio rozrywki, a mianowicie "Gry w reklamę". Na czym polega ta zabawa? Gracze stają obok siebie na przeciwko telewizora i rywalizują, kto szybciej wykrzyczy nazwę reklamowanego produktu. Długość rundy wyznacza czas trwania bloku reklamowego. Po nim następuje chwila przerwy, czyli trzeba obejrzeć fragment filmu lub jakiegoś programu i rozgrywana jest kolejna runda. Zdecydowanie najlepszym kanałem jest Polsat, ponieważ w ciągu godziny można rozegrać aż trzy, długie i wyczerpujące rundy. Tu grają wyłącznie zawodowcy. Walka jest zacięta i trwa do ostatniego spotu. Emocji nie brakuje, a wyniki zawsze są dwucyfrowe. Początkujący trenują na TV4, Animal Planet i wielu innych kanałach tematycznych. Wytrawni gracze zdecydowanie wolą reklamy, w których nazwa produktu nie pojawia się od razu. Tu liczą się godziny spędzone przed telewizorem, a nie tylko spostrzegawczość czy umiejętność szybkiego czytania. Mocny akcent muzyczny na początk...

Ogórek

W projektach i w uwagach czuć wiosnę: "W dolnym prawym rogu dajemy grafikę, ale bez tej czeresni jednak - zbyt sie rzuca w oczy barwa, a moze zamiast niej damy ogorka zroszonego kroplami wody z ciepłego wiosennego deszczu w mazurskim parku pod brązowo czerwonymi liścmi dębu... rozmarzylem sie - podsumowując - zamiast czeresni ogorek"

Rzodkiewki

"Może dodać jakiś efekt zroszenia albo świeżego zerwania, żeby chciało sie zjeść te rzodkiewki prosto z ziemi"

Zdjęcie

"Zdjęcia ładują się bardzo długo, a jak się załadują to są do wywalenia"

Zwiewne

"Za mało to kobiece i zwiewne, może powinien robić to grafik ze szminką na ustach"

Kim jest pan Jerzy?

Pracowałem dla klienta, który sprzedawał w dużych hipermarketach, wszystko co jest potrzebne do budowy i dekoracji domu. Z wykształcenia ekonomista, rzadko uśmiechnięty, przebył bardzo długą drogę w strukturach swojej sieci, aby na koniec zasiąść w fotelu dyrektora marketingu. Od działu z oświetleniem do warszawskiej centrali. Przykład błyskotliwej kariery; zajęło mu to 7 lat. Miał ogromną wiedzę jako sprzedawca. W roli marketingowca nie czuł się pewnie. Jako dyrektor marketingu miał nieznośną manierę zasłaniania ręką obowiązkowych elementów lejałtów narzuconych przez CI. Robił to nagminnie i z rozbrajającą miną, zadawał retoryczne pytanie: - A co ten sklep reklamuje? Robienie projektów bez ogromnej pomarańczowej betoniarki lub monumentalnej zielonej młotowiertarki nie miało najmniejszego sensu. Kiedy na kolejnej prezentacji zakrył logo, górny pasek i hasło, poderwał się pracownik działu obsługi klienta, podszedł do tego niewielkiego człowieka: - Czy mogę prosić pana wizytówk...

Wizytówka

Czy ma znaczenie, co mamy na wizytówce? Oczywiście, że ma. I to ogromne. Przekonałem się o tym, gdy na ważnym spotkaniu wręczyłem klientowi wizytówkę mojej żony (pracowaliśmy w jednej agencji i pomyliliśmy firmowe torby). Gość na mnie patrzył przez okrągłą godzinę, a ja kompletnie nie wiedziałem, o co mu chodzi. Myślę, że do dzisiaj opowiada w formie anegdoty, co mu się przytrafiło na spotkaniu w dużej sieciowej agencji. Rozmawiał z mężczyzną w wieku średnim, niezachowującym stosownej powagi - od którego otrzymał wizytówkę kobiety w randze dyrektora działu obsługi klienta. Przypuszczam, że do dzisiaj się głowi, czy byłem przed operacją zmiany płci, ale już miałem nowe wizytówki czy wręcz przeciwnie.

Top of the top

Upalona babka

Statki na redzie

Rozumiem